To może nie być zwykłe zwycięstwo, ale prawdziwy nokaut, który wywoła dreszcze w Brukseli. Rumen Radew i jego Postępowa Bułgaria zmiażdżyli konkurencję, idąc jak taran po samodzielną większość.
Choć wszystkie oczy w Europie były ostatnio zwrócone na wybory na Węgrzech, to właśnie to, co wydarzyło się w Sofii, może okazać się dla Unii Europejskiej znacznie większym bólem głowy.
Bruksela może zacząć się bać?
Wyniki spływające z Centralnej Komisji Wyborczej są dla unijnego establishmentu jak niechciany sen, który właśnie zaczyna się spełniać. Postępowa Bułgaria zgarnęła blisko 43,7 proc. głosów, co otwiera drogę do stworzenia pierwszego od lat stabilnego, a zarazem skrajnie asertywnego rządu. Rumen Radew, który wielokrotnie podkreślał, że interes Bułgarii stoi ponad wytycznymi z zewnątrz, teraz dostaje do ręki potężne narzędzie w postaci samodzielnych rządów.
Najprawdopodobniej jego partia uzyska 121 mandatów w 240-osobowym parlamencie.
Lider zwycięzców już zapowiada wielkie sprzątanie. Jego celem jest zdobycie większości konstytucyjnej, by całkowicie przeorać system.
Nasze kroki są jasno opisane w programie demontażu modelu oligarchicznego
– zapowiedział twardo Radew podczas briefingu.
Dla Brukseli to sygnał ostrzegawczy, że idą zmiany w wymiarze sprawiedliwości i Najwyższej Radzie Sądownictwa, które mogą nie spodobać się unijnym komisarzom przyzwyczajonym do dyktowania warunków. Podobnie inne zdanie przyszły premier ma w kwestii pomocy Ukrainie.
Przyszły szef rządu ma zupełnie inny stosunek do Ukrainy niż unijny establishment. Jest zdecydowanym przeciwnikiem przekazywania Kijowowi broni
– uważa analityk i były poseł Ryszard Czarnecki, który o wyborach w Bułgarii pisał w portalu InnaPolityka.pl
Koniec z „potulną Sofią”
Analitycy nie mają wątpliwości, że wybory w Bułgarii są równie ważne, co te na Węgrzech, bo tworzą nową oś oporu wewnątrz UE.
Zrobimy wszystko, co możliwe, aby uniknąć konieczności ponownego organizowania wyborów. To katastrofa dla kraju i oznacza wpadanie z kryzysu w kryzys
– oświadczył Radew w telewizji bTV, kładąc nacisk na stabilność, która ma być fundamentem jego nowej polityki.
Podczas gdy liberalna koalicja PP-DB i GERB-SDS liżą rany z wynikami na poziomie 12,5–15 proc., Radew już szykuje się do roli premiera. Europa, która liczyła na uspokojenie sytuacji na Bałkanach, dostała lidera, który zapowiada „szybkie powołanie gabinetu” już w połowie maja. Jeśli Radew zrealizuje swój plan, Bułgaria przestanie być „grzecznym uczniem” Unii, a stanie się twardym graczem walczącym o własną wizję suwerenności.
Marek Walko

