Wielkanoc w Polsce to przede wszystkim święconka, biała kiełbasa i lany poniedziałek. Jednak wystarczy przekroczyć granice kraju, by przekonać się, że radosne „Alleluja” wybrzmiewa w rytmie, który może nas wprawić w osłupienie.
Od norweskich morderstw literackich, przez wybuchające wozy we Włoszech, aż po australijską wojnę z królikiem – globalna mapa wielkanocnych tradycji to fascynująca mieszanka sacrum, profanum i czystego szaleństwa.
Detektywi i czarownice, czyli Północ na tropie
Zupełnie zaskakujący kierunek obrała Norwegia. Podczas gdy my wyjmujemy z szaf odświętne obrusy, Norwegowie masowo sięgają po… krwawe kryminały. Fenomen „Paaskekrimmen” sprawił, że Wielkanoc stała się tam szczytem sezonu wydawniczego. Tradycja narodziła się w 1923 roku po genialnej kampanii reklamowej pewnej powieści i do dziś norweskie rodziny spędzają święta w górskich chatach, rozwiązując zagadki morderstw przy kominku.
Nieco dalej, w Finlandii, Wielkanoc przypomina raczej nasze Halloween. Dzieci przebierają się za czarownice, malują twarze i z wierzbowymi witkami w dłoniach pukają do drzwi, prosząc o słodycze. W zachodniej części kraju pali się potężne ogniska – wszystko po to, by dymem i płomieniami odstraszyć prawdziwe wiedźmy, które według nordyckich wierzeń latają na miotłach między Wielkim Piątkiem a Niedzielą.
Eksplozje, garnki i tańcząca śmierć
Południe Europy stawia na widowiskowość. We Florencji od 350 lat kultywuje się „Scoppio del Carro”, czyli Wybuch Wozu. Ozdobna konstrukcja wypełniona fajerwerkami jest prowadzona pod katedrę, gdzie sam arcybiskup odpala lont podczas mszy. Jeśli pokaz jest udany, Florencję czekają dobre zbiory i sukcesy w biznesie.
Z kolei na greckiej wyspie Korfu w Wielką Sobotę lepiej patrzeć w górę. Z okien i balkonów wylatują wtedy gliniane garnki i misy, rozbijając się z hukiem o bruk. Ten hałaśliwy rytuał ma symbolizować „wygnanie starego” i radosne powitanie wiosennych plonów. Jeszcze mroczniej jest w hiszpańskim Verges, gdzie o północy w Wielki Czwartek rozpoczyna się „taniec śmierci”. Ludzie przebrani za szkielety paradują ulicami z pudłami pełnymi popiołu, przypominając o marności ziemskiego życia w rytmie hipnotyzującej procesji.
Napoleon, woda i… walka z królikiem
Francuskie miasteczko Haux słynie z tradycji, która wymaga użycia ponad 4500 jaj. Na głównym rynku smaży się tam gigantyczny omlet dla tysiąca osób. Legenda głosi, że sam Napoleon, zachwycony lokalną kuchnią, kazał przygotować takie danie dla swojej armii. Tymczasem w USA, a konkretnie na trawniku przed Białym Domem, od ponad 130 lat odbywa się „Easter Egg Roll” – turlanie pisanek za pomocą wielkich drewnianych łyżek, w którym biorą udział kolejne pary prezydenckie.
Ciekawie jest w Australii, gdzie poczciwy wielkanocny króliczek stał się personą non grata. Ponieważ króliki są tam uważane za szkodniki niszczące uprawy, fundacje ekologiczne od lat promują „Wielkoucha” (bilby) – rodzimego torbacza, który zajął miejsce długouchego przybysza z Europy. Czekoladowe figurki bilby wspierają ochronę tego zagrożonego gatunku.
Słowiańska energia i sycylijskie diabły
W naszym regionie króluje woda i wierzba. Polska tradycja śmigusa-dyngusa, wywodząca się prawdopodobnie jeszcze z czasów chrztu Mieszka I, znajduje swoje odbicie na Węgrzech, choć tam wiadra wody coraz częściej zastępują perfumy. Nasi południowi sąsiedzi, Czechy i Słowacja, kultywują z kolei zwyczaj żartobliwego smagania kobiet brzozowymi witkami ze wstążkami. Ma to zapewnić paniom witalność i młodość na cały rok.
Zestawienie zamyka gorąca Sycylia. W miejscowości Prizzi po ulicach biegają mieszkańcy w przerażających maskach i czerwonych szatach. To „Abballu de daivuli”, czyli taniec diabłów, które udręczają przechodniów, zmuszając ich do… stawiania drinków. Szaleństwo trwa do południa, kiedy to procesja ze zmartwychwstałym Chrystusem i Maryją przegania demony z pomocą aniołów. Jak widać, Wielkanoc na świecie to nie tylko czas refleksji, ale barwny korowód tradycji, w którym każdy kraj dopisuje własny, niepowtarzalny rozdział.
Marek Walko

