Robert Lewandowski otwiera restauracje o ZADZIWIAJĄCEJ NAZWIE. Piłkarz dostał spore unijne dofinansowanie!

Piłka nożna to nie wszystko? Żeby dobrze biegać po boisku trzeba dobrze zjeść. Czy bezglutenowa ”fit-dieta małżonki” nie wystarcza Robertowi, skoro Robert wziął się za otwieranie restauracji?

Najpopularniejszy polski piłkarz i jego wspólnicy właśnie zamierzają otworzyć restaurację na Mazurach. Projekt obejmuje powstanie portu, mariny, restauracji na wodzie, a nawet włoskie gondole. Pływające centra serwisowe, gondole i dobra kuchnia razem stworzą unikalne miejsce o nazwie: „Wenecja Mazur”. 

[ZOBACZ: Anna Lewandowska BEZ MAKIJAŻU – trzeba przyznać, że robi wrażenie! (FOTO)]

Co ciekawe Lewandowski i jego partnerzy dostali spore dofinansowanie z unijnego programu „Polska Północno-Wschodnia”. Wysokość dofinansowania opiewa na kwotę 27,5 mln złoytch. Realizacja projektu już za rok, tymczasem inwestorzy muszą zmierzyć się z masą formalności. 

Za projekt opowiadają Wojciech Stradowski, Paweł Petrusewicz i oczywiście Robert Lewandowski. Ogólną wartość inwestycji szacuje się na 48,5 mln zł – informuje Onet.pl.

 

Źródło: onet / dlahandlu

fot.: Instagram

kg

 

 

Sprzedam działkę, ale tylko ROBERTOWI LEWANDOWSKIEMU! Takie ogłoszenie pojawiło się w jednej z gazet.

Ciekawe ogłoszenie ukazało się w piątkowym numerze „Dziennika Elbląskiego”. Jeden z mieszkańców Fromborka wystawił na sprzedaż działkę budowlaną. Na pierwszy rzut oka niby nic dziwnego, ale po przeczytaniu informacji czytelnicy mogli być zdumieni. Okazało się bowiem, że ogłoszeniodwaca sprzeda swoją ziemię jedynie Robertowi Lewandowskiemu.
Continue reading „Sprzedam działkę, ale tylko ROBERTOWI LEWANDOWSKIEMU! Takie ogłoszenie pojawiło się w jednej z gazet.”

DEKOMUNIZACJA po Mazursku! Zmienili NAZWĘ ulicy z 22 lipca na… 22 lipca!

W ramach dekomunizacji i ustawy o zakazie propagowania komunizmu, nazwy kojarzące się z PRL’em należy zmienić. I tak też stało się w gminie Kruklanki, gdzie jedna z ulic nosiła nazwę „22 lipca”.

Jak wiemy, 22 lipca w PRL’u obchodzone było Święto Odrodzenia Narodowego upamiętniające ogłoszenie Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (w rzeczywistości zatwierdzonego przez Stalina). 

 

W związku z tym, także radni gminy Kruklanki podjęli działania na rzecz dekomunizacji, z tym że w wariancie ekonomicznym. Aby zaoszczędzić kosztów i zamieszania zmienili nazwę, na taką samą, jak poprzednio. Bartłomiej Kłoczko, wójt gminy Kruklanki stwierdził:

Od 27 lat nikt tego święta nie obchodzi. Data ta już z niczym się nie kojarzy, szczególnie dla młodego pokolenia.

Zgodnie z tym stanowiskiem, nazwę zmieniono z 22 lipca na 22 lipca, dodatkowo argumentując, że w kościele katolickim jest to także dzień Marii Magdaleny.

 

Tymczasem wojewoda warmińsko – mazurski uchylił uchwałę rady gminy, uzasadniając, że nie można zmienić nazwy 22 lipca na 22 lipca.
Podobno mieszkańcy są niepocieszeni i czekają na przywrócenie starej – nowej nazwy. Nam także podoba się inicjatywa gminy Kruklanki. Dzięki niej słowo „zmiana” nabiera nowego znaczenia!

 

fot. google

Na Mazurach brakuje pracowników!

Przedsiębiorcy z branży hotelarskiej i gastronomicznej nad mazurskimi jeziorami mają kłopot ze znalezieniem pracowników sezonowych. Powody to między innymi niskie płace oraz niechęć bezrobotnych do podjęcia pracy.

Jak informuje Polsat News, na Mazurach trudno jest znaleźć przedsiębiorcę, który przed sezonem turystycznym miałby skompletowaną załogę.

— Jak idę główną ulicą miasteczka, to niemal na każdym sklepie, na każdej knajpie widzę kartkę o poszukiwaniu pracownika. Brak ludzi do pracy to stały temat rozmów między przedsiębiorcami i nikt nie znalazł sposobu na rozwiązanie tej sytuacji – powiedziała Magda Szczygieł z rodzinnej cukierni „U Adama” w Giżycku, która również poszukuje kierowcy i pracowników produkcji. — Ale chętnych do pracy brak, w ogóle nikt nie składa cv. Przychodzą za to regularnie „stemplarze”, czyli ci, co muszą podbić papiery z urzędu pracy, że nie ma dla nich pracy. Najpierw im tłumaczyłam, przekonywałam, a teraz już jak widzę, że oni nie mają ochoty pracować, to przystawiam ten stempel i niech idą – przyznała Szczygieł.

Podobnie jest w Mikołajkach, gdzie bezrobocie na koniec maja wynosiło 19,2 procent.

— Była dziś u mnie dyrektor dużego hotelu i skarżyła się, że ludzie są już tak rozbestwieni, że mówią: „proszę mnie nie zatrudniać, bo ja i tak do pracy nie przyjdę”. Inna pani, matka, powiedziała, że woli mieć zasiłek i pieniądze z Programu „500+”, niż pracować za najniższe wynagrodzenie – powiedział Piotr Jakubowski, burmistrz Mikołajek.

Już ostatnio pisaliśmy o tym, jak plantatorzy truskawek mają problem ze znalezieniem pracowników sezonowych, w związku z tym, że ci wolą dostać pieniądze z Programu 500 Plus. Zniszczone socjalizmem społeczeństwo woli żyć z jałmużny, niż zarobić własne pieniądze.

Zobacz także: Dostali 500+ i nie chcą pracować!

Natalia W.