Showmax znika z polskiego rynku, obrał nietypowy kierunek…

Zła wiadomość dla miłośników VoD Showmax! Szokującą informację podał portal Wirtualne Media. Serwis znika z polskiego rynku z końcem stycznia. Działał na nim przez dwa lata.

            Swoje udziały platforma zamierza sprzedać i wprowadzić je na giełdę… afrykańską. Konkretnie, mówi się o Johannesburgu. – Pomimo dobrych wyników i popularności serwisu, dalszy rozwój Showmax Polska, jako jedynej firmy działającej w obszarze wideo poza Afryką, nie mieści się w ramach przyjętej strategii. Zmiany nie dotyczą pozostałych inwestycji Naspersa w Polsce – czytamy w oficjalnym oświadczeniu.

 

ZOBACZ:Oświeciński wraca do żony? Nieprawdopodobna metamorfoza Vegi

 

 

            Dostęp do platformy kosztuje 19,99 zł miesięcznie, pierwsze 14 dni są darmowe. Do jej rozwoju przyczynili się m.in.: Ewan McGregor, Patryk Vega oraz Kabaret Moralnego Niepokoju, który stworzył popularne „Ucho Prezesa”.

Strzały na planie filmowym. Pocisk niemal rozerwał nogę operatora

Petro Aleksowski jeszcze kilka miesięcy temu kręcił zdjęcia do filmu. Stał na podnośniku, 20 metrów nad ziemią, kiedy doszło do strzału. Teraz jego życie to ciągły ból, operacje, rehabilitacja i utrudnione poruszanie się.

 

Na warszawskim lotnisku bemowo 21 grudnia kręcono zdjęcia do filmu promocyjnego dla serwisu ShowMax. Film reżyserował Patryk Vega, za produkcję odpowiadała firma Opus Film. Ujęcia miały być efektowne. Operator sam ustawił podnośnik. Przez kamerę obserwował helikopter i siedzącego w nim żołnierza.

 

Początkowo operator miał znajdować się w odległości 50 metrów od helikoptera. Jednak jak twierdzi Aleksowski reżyser sam zdecydował o zmiejszeniu dystansu do 30 metrów.

 

„Do kręcenia ujęcia miały być użyte „ślepaki”. W założeniu miało to być celowanie laserem w kamerę. Strzał miał być dokręcony osobno.”

 

Niewiadomo dlaczego helikopter znajdował się bliżej, ani z jakiego powodu żołnierz użył ostrego pocisku. Gdyby operator nie dostał w nogę, a w klatkę piersiową lub głowę to już by nie żył. „Odłamki pozostały we mnie. Jeden jest kilkanaście milimetrów od aorty, ale mam nadzieję, że się nie przesunie.”

 

Ratowali go kaskaderzy. Szybko zatamowali krwawienie za pomocą paska i drutu. Na lotnisku nie było ani karetki ani ratowników medycznych, którzy zgodnie z regulaminem grupy zdjęciowej powinni być na miejscu. Mężczyzna ma w sobie około 20 odłamków. Jego kość udowa jest roztrzaskana, zastąpiono ją implantem.

 

Po wypadku otrzymał jednorazową wypłatę z ubezpieczenia. Było to 16 proc. z ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków. Nie może pracować, dlatego nie zarabia, a rehabilitacje kosztują. Do tego musi wychowywać dzieci, ma też chorych rodziców.

 

Liczył na pomoc od producenta, jednak jej nie otrzymał. Jak opowiada po wypadku do szpitala przyjechali producent i asystentka z jego firmy. Zagrozili, że jeśli weźmie prawnika, to oni wezmą międzynarodowego i go zniszczą. Operator zapowiada pozew do sądu o zadośćuczynienie i odszkodowanie od Opus Film. „Domagam się około 2 mln zł, które nie zrekompensują mi zniszczonego życia, ale pomogą żyć.”

 

Ubezpieczyciel firmy Opus Film odmówił wypłaty odszkodowania. Powodem ma być brak ubezpieczenia producenta od użycia broni i amunicji na planie filmowym. Jak donosi polsatnews na konto Fundacji im. Darii Trafankowskiej, która zbierająca pieniądze na leczenie Aleksowskiego wpłynęła darowizna od reżysera filmu.

 

Film mozna obejrzeć już w sieci. Kampania na ShowMaxie ruszyła w lutym. Aleksowski mimo wszystko zgodził się, aby serwis użył jego ujęć.

 

kd, źródło: polsatnews