wroński, piotr, wroński, czas nielegałow, agent, sb, wywiad, agencja wywiadu

Kuchenne REWELACJE agenta WYWIADU! Były polski SZPIEG zupełnie ODLECIAŁ! Teraz w swoim programie opowiada o… (VIDEO)

„Upadły” agent

Piotr Wroński to były oficer wywiadu w Służbie Bezpieczeństwa (SB). Następnie jako „nawrócony” komunista przeszedł do pracy kontrwywiadowczej w Urzędzie Ochrony Państwa, potem w Agencji Wywiadu a na koniec zesłany działał jako rezydent w Londynie. Po wieloletniej pracy w wywiadzie, zamiast laurów i profitów, pana Wrońskiego boleśnie dotknęła ustawa dezubekizacyjna dotycząca obniżek emerytur.  Jak widać, nie skłoniło go to jednak go do podjęcia uczciwej pracy, tylko przełożyło się na wzmożenie działań mających na celu życie na koszt innych. 

 

Czy Wroński to oszust?

Dostając „tylko” 2 tysiące emerytury (niektórzy Polacy mogą marzyć o takiej kwocie), Wroński znalazł sobie ciekawy sposób na życie! Z własnej kuchni prowadzi na You Tube kanał o nazwie SWT TV i twierdzi, że utrzymuje się tylko z datków swoich subskrybentów.
Tymczasem nie dalej jak w grudniu 2017 r.  pobrał 2 tys. zł. za „konsultacje medialne”, które dotyczyły jego własnego kanału na YT. Pieniędzy jednak nadal było mało, więc styczniu tego roku, pan Wroński sprzedał prawa administracyjne do tego  kanału i – kolokwialnie mówiąc – zaczął wykręcać kota ogonem!

Już sama informacja o przyjęciu pieniędzy zaniepokoiła fanów byłego agenta. Jak czytamy w komentarzu na YT napisanego przez Simona T.:

 

„Cos mi sie tu nie podoba. Przyszedl do Pana jakis facet zaproponowal 10 tysiecy Pan sie zgodzil. A mowil Pan, ze jest niezalezny i nikomu sie nie sprzeda. Pozniej wspomina Pan, ze chcial Pan isc do Marcina roli w sprawie zawirowan na youtube a tamten gosc panu odradzil. Jakos 2 tygodnie temu mowil Pan ze ta sprawa Pana w ogole nie interesuje. Dwie sprzeczne informacje. Nie podobaja mi sie takie gry, uklady, zbieranie od ludzi pieniedzy, mowienie ze utrzymuje sie Pan tylko i wylacznie dzieki widzom, jednoczesnie robiac cos za plecami. Unsub. Jednak kto cale zycie gral, cale zycie grac bedzie.”

 

Następnie Piotr Wroński zablokował dostęp do kanału, firmie, której sprzedał prawa do jego administrowania! A wszystko dlatego, że…

 

Tajni agenci są wszędzie!

Wroński wysnuł wniosek, że wszystko to było inspirowane przez agenta rosyjskiego wywiadu(!). Obecnie prowokuje firmę, od której wyłudził 12 tys. zł. by pozwała go do sądu. Dlaczego? Tylko po to, by poznać dane osobowe domniemanych agentów!
O swym „odkryciu” oraz rzekomym wykupywaniu, bądź niszczeniu prawicowych portali, z pełnym przekonaniem opowiada na swoim kanale np. w nagraniu z dnia 11 lutego – TUTAJ – czy też w internetowej telewizji serwisu wRealu – program TUTAJ.

 

Jak żyć?

To nie koniec kreatywności pana Wrońskiego. W zakresie, który ma przynieść mu osobiste korzyści, sięga ona znacznie dalej!

Na przykład podpisał umowę z wydawnictwem FRONDA PL na napisanie książki dotyczącej jednej z operacji wywiadowczych. Powieść miała mieć tytuł „Oferent”. Wroński pobrał zaliczkę w kwocie 4000 zł. i gotowy tekst miał przekazać do 31 grudnia 2016 r., Jednak książka jednak do tej pory nie została wydana, bo – według naszych źródeł – były agent nigdy nie przekazał gotowego tekstu.
Następnie, najprawdopodobniej tę samą historię, która miała być powieścią dla wydawnictwa Fronda, opowiedział w wywiadzie-rzeka, jakiego udzielił w styczniu br. Marcie Szczecińskiej reprezentującej Portal Niezależny. O tym, że jest to opis tej samej akcji, świadczyć może chociażby tytuł konspektu książki-wywiadu, który brzmi: „Zdrajca, czyli krótki kurs obsługi oferenta”.
Spisany wywiad sam Wroński chciał zredagować po otrzymaniu stenogramu z nagrania. Książka miała być wydana w formie wywiadu (a nie powieści) właśnie po to, by wydawnictwo FRONDA nie pozwało agenta do sądu. Na koniec na swoim kanale cwany „agent” zapowiedział, że napisze powieść o „oferencie” i będzie ją publikował w płatnych odcinkach.
Jak widać, obrotny były esbek potrafi dany „produkt” sprzedać aż dwóm podmiotom, oba wystawić do wiatru, a następnie zrealizować wszystko samodzielnie.
Co więcej, choć Marta Szczecińska pracowała nad nagrywaniem wywiadu z Wrońskim przez dwa dni, a także prowadziła z nim korespondencję mailową, to były agent już kilkakrotnie stwierdził, że nigdy z nią nie rozmawiał!
Odświeżamy zatem pamięć byłego szpiega, publikując pierwszą część wspomnianego wywiadu.

 

Co się warzy w kuchni agenta?

 

Podczas nagrywania wywiadu, Wroński dwa dni spędził w hotelu, a koszt samej tylko „konsumpcji” wyniósł aż 459 zł.! Jak tłumaczył się były agent:

 

„W hotelu raz tylko zamówiłem sałatkę wieczorem i kawy. Trochę było „czterdziestek”, ale nie tylko sam.”

 

Trochę…?

Wroński nadaje swój program z kuchni. Zapewne nie bez przyczyny, bo przecież „pić się chce!”… 

Mania prześladowcza, węszenie podstępów tam, gdzie ich nie ma, oszukiwanie własnych subskrybentów i szafowanie oskarżeniami… tak wygląda choroba zawodowa byłego agenta.

 

Co dalej w sprawie? Będziemy informować Was na bieżąco!

 

 

 

fot. P. Wroński – You Tube/swt

Nie MUSISZ nic WRZUCAĆ, ale…! Cała PRAWDA na temat WOŚP! Tylko u nas w felietonie Piotra WROŃSKIEGO!

Warszawa, 13.01.2018

Róbta zapałki! Dziewczynki czekają!

 

W odróżnieniu od wielu przeciwników pana Owsiaka nie mam zamiaru rozprawiać o finansach, sugerowanych nieprawidłowościach, czy wręcz oskarżać kradzieże. To nie moja sprawa i niezbyt mnie to obchodzi, ponieważ ważniejsza jest dla mnie instytucja systemu „okrągło-stołowego” o nazwie WOŚP.

Jak co roku od kilku tygodni narasta w mediach presja psychologiczna na ludzi, by wrzucali do puszek ciężko zarobione grosze w zamian za papierowe serduszko. Oczywiście, nie musisz wrzucać! Nikt cię przecież nie zmusza!

Możesz minąć zmarznięte dzieciaki i przejść dalej! „Róbta”, przecież, „co chceta”. Możesz, tylko wówczas musisz znieść pełne nagany spojrzenia dzieci, ich rodziców i obserwujących cię dorosłych, ich uśmieszki oraz ironiczne uwagi pod twoim adresem. Zostałeś już skatalogowany i oznaczony, jako ksenofob, rasista, egoista i zaliczony do „ciemnogrodu”. Twoi sąsiedzi dowiedzą się o tym, a twoje dziecko będą palcami wytykać w szkole: „O to dzieciak tego, który nie chciał pomóc biednym umierającym noworodkom lub innym w potrzebie” i nie ważne jest to, że jako jedyny wśród oznaczonych papierkiem w kształcie serca zawsze zatrzymasz się na ulicy, by pomóc potrzebującemu, że nie uciekasz na drugą stronę ulicy, gdy widzisz upadek drugiego człowieka, tylko bez wahania rzucasz się, by wesprzeć go. To nie ważne, bo nie zostałeś oznaczony, otagowany czerwoną naklejką, która stała się swoistą hostią, obmywającą raz w roku codzienne grzechy oznaczonych.

Przez rok mogłeś kraść i oszukiwać, robić świństwa bliźnim, ale jeśli raz do roku dasz coś do puszki, to uznają ciebie za dobrego człowieka, a nie tego zaganianego frajera, który podnosi leżącego. Wiesz o tym i dlatego ulegasz.

Wrzucasz coś dla świętego spokoju, przyklejasz serduszko na kurtce, by inni widzieli i nie zaczepiali cię już, a w domu wyrzucasz je do śmieci. Jeśli jednak pracujesz w Mordorze, to zostawiasz, bo twój szef sprawdzi, czy okazałeś się „społecznikiem” w niedzielę. Przecież WOŚP to wspaniała proteza czystego sumienia. W dodatku telewizja co chwila informuje cię, że tylko WOŚP ratuje dzieci, noworodki i starców. Nie lekarze, nie szpitale, nie system zdrowia, a tylko fundacja pana Owsiaka. Oglądasz co pięć minut „cudownie” uratowane maluchy i ich „szczęśliwych” rodziców. Wszystko piękne oraz w HD. Jak więc, można nie dać nic zmarzniętym dzieciakom?

Pamiętacie bajkę Andersena? Nazywam to przymusem psychologicznym, wykorzystującym mechanizm dziewczynki z zapałkami. Nie wiem, czy jest to termin psychologiczny, ale funkcjonuje wspaniale przez 26 lat. Od początku system wytworzył kanał, którym usprawiedliwia swoją niekompetencję, cynizm oraz swoją pazerność jednodniową „litością” nad zamarzającym dzieckiem. Mam jeszcze jedno skojarzenie: Brecht i „Opera za Trzy Grosze”. To tylko „trzy grosze” zarobione dzięki dzieciom biedaków, które nic nie naprawią. W dodatku, WOŚP stał się obecnie imprezą polityczną oraz ideologiczną, której celem jest zbudowanie obrazu relatywizującego zarówno dobroczynność, jak i jej sens.

Raz można to znieść. Może dwa, lub nawet trzy, ale jeśli jest to cykliczne, staje się systemem, w którym nie ma nic spontanicznego, bo zimna kalkulacja zastąpiła naturalną ofiarność człowieka, kalkulując ile pudełek z zapałkami jest potrzebna dla jednej zmarzniętej jednostki dziewczęcej, by odnieść spodziewany zysk, pomnożony przez ilość jednostek. I może o to właśnie chodzi?

 

Piotr Wroński

 

(fot. facebook)